23 Październik 2017 imieniny: Edwarda, Marleny, Seweryna
 

Szukaj

Akualnosci
Ogloszenia

 

 
 
Byłeś świadkiem jakiegoś wydarzenia,
coś Cię zbulwersowało - napisz, prześlij zdjęcie, zadzwoń
echo@turek.net.pl
tel. 63 278 53 41
lub skorzystaj z naszego formularza kontaktowego
Zgłoś wydarzenie »
 

Felietony

Za mundurem powiat sznurem?
Dodano 08-08-2017 |
Komentarzy: 644

Okazuje się, że powiatowi decydenci maja szansę poćwiczyć swoją wyobraźni...

czytaj więcej »
 
Czy z rynku pracy usłyszymy jedynie echo
Dodano 01-08-2017 |
Komentarzy: 787

Jestem przekonany, że nie jestem jedynym, ...

czytaj więcej »
 

 

Zobacz wszystkie: Felietony »

 

 

Sondy

Czy jesteś za wprowadzeniem maksymalnie dwóch kadencji dla samorządowych władz i dla radnych ? (1181 opinii)
TAK
77% 
NIE
20% 
Nie mam zdania
4% 
 
pokaż wszystkie »

 

 

REKLAMA


 

Rozważania o kulturze w Turku

Dodano dnia: 18-08-2011 17:13| Komentarzy: 0

Kultura rozumiana tutaj jako wiele działań i inicjatyw, realizowanych według jakiejś koncepcji i mających realny wpływ nie tylko na wizerunek i atmosferę miasta, zawsze była traktowana niepoważnie zarówno lokalnie, jak i w skali kraju. Mimo to z pomocą zainteresowanych osób, postanowiłem spojrzeć na kondycję kultury w Turku, z różnych punktów widzenia. Motorem do podjęcia tematu było myślenie dominujące we współczesnym marketingu kulturowym - jak coś się nie rozwija, to gnije.

W tym celu rozmawiałem z ludźmi, którzy bądź to z racji doświadczenia, bądź pełnionych funkcji, mają wpływ na wydarzenia, mogą wnieść coś ciekawego do dyskusji i mają ciekawe pomysły. Niektórzy woleli pozostać anonimowi. Rozpoczynając rozmowę dotyczącą możliwości zmian w polityce kulturalnej i poszczególnych imprezach, podkreślałem, że kultura (na wydziale humanistycznym powiedzą, że nie ma nic poza kulturą), nigdy nie będzie czynnikiem decydującym w pierwszej kolejności o atrakcyjności miasta, a także o tym, czy ktoś zdecyduje się w danym miejscu pozostać i osiąść. Takimi czynnikami są tworzone miejsca pracy, rozwój infrastrukturalny czy ośrodek akademicki. Z drugiej strony życie kulturalne miasta wliczane jest obecnie w jego potencjał i świadczy o konkurencyjności w stosunku do innych ośrodków, które walczą ze sobą na wolnym rynku o ludzi. Koncepcja rozwoju kulturalnego wpisuje się także w strategię promocji miasta, która ma na celu ściągnąć kapitał ludzki i inwestycje.

Przyglądając się wydarzeniom kulturalnym w Turku, zauważyłem, że niektóre nie zmieniły formy od kilkunastu lat. Na jednej z takich imprez, która przez swoją mało ciekawą formę nie przyciągnęła widzów, rozmawiałem z Jackiem Sulkowskim, który jest organizatorem festiwalu SCABB. Trafnie zauważył, że niektóre z tych skostniałych inicjatyw można zebrać „do kupy” i przedstawić odbiorcy w ciekawszej formule, spróbować zbudować festiwal, bez potrzeby pompowania znacznych środków, bazując na tym co już i tak jest. Wtedy pojawiła się potrzeba zrobienia wywiadu środowiskowego, który miałby doprowadzić do powstania koalicji kulturalnej.

Zainteresowanie koncertami organizowanymi w kościele NSPJ w Turku (sukces jeśli chodzi o publiczność), atrakcyjność świątyni pod względem akustyki, a już niebawem po renowacji także wizualna, sprawiły, że moim pierwszym rozmówcą był ksiądz proboszcz Marek Kasik. W otwartej rozmowie poważnie podchodząc do istoty problemów współczesnej kultury zauważył, iż: -Nie jest to pierwsza forma działalności kościoła i duchownych. Tym nie mniej: wszelkie działania, które wpływają na rozwój i formują ducha ludzi nie są sprzeczne z naukami chrześcijańskimi, co więcej powinno się je wspierać. Koncerty, które odbywają się w kościele, czy inne formy kultury wysokiej „wzmacniają działanie ewangelizacyjne i to zmierza we właściwą stronę, jeśli ktoś chce, ma możliwość współpracować w takim charakterze.-Ja jestem zadowolony z takich inicjatyw - proboszcz dodał jednak, że nie jest to oferta dla wszystkich. Kontynuując ten wątek, zapytałem na ile formy uczestnictwa takie jak spektakle, czy koncerty muzyki klasycznej mogą zainteresować mieszkańców prowincji, biorąc pod uwagę, że w dużych ośrodkach, w ostatnich latach teatr w różnych formach przeżywa renesans. -Maleją wymagania jeśli chodzi o muzykę, ale także o poziom teatru, który nie jest łatwą formą uczestnictwa w kulturze. Młodzi, jeśli mają dobrowolnie wybrać, obejrzą sobie film na DVD czy wyjdą na piwo. Ważne jest zachęcanie dorastających odbiorców. Nie do przecenienia są działania szkoły muzycznej, kiedy muzycy przyjeżdżają na spotkania i koncerty, organizowane są wyjazdy do filharmonii. Być może jeśli młody człowiek usłyszy taki koncert raz i drugi, zostanie przekonany i ziarno zakiełkuje. Taki koncert muzyki klasycznej czy wyjazd do teatru, to rytuał, który trzeba uzmysłowić, może być ciekawą alternatywą spędzania czasu, a przy tym rozwija duchowo. Ksiądz Kasik zauważył także problem w edukacji, zwłaszcza szkół średnich: -Tak jak z nauczaniem innych przedmiotów, tak samo jest z religią i wiedzą o kulturze – stają się formalną powinnością, a nie każdy nauczyciel potrafi wyjść ponad sztywny program. Lekcje odbywają się w związku z ustalonym materiałem, za mało jest miejsca na otwartość. Nie ma programów patrzących w przyszłość, religia kiedyś była dyskusją. Podobnie jest ze szkolnictwem wyższym, mało kto wybiera indywidualny tok studiów, czy studia interdyscyplinarne, które wymagają większego zaangażowania, ale rozwijają w dwójnasób. Nie wszyscy chcą myśleć w ten sposób.

Zapytałem także o możliwość organizowania koncertów muzyki np. dawnej w wykonaniu cenionych zespołów w ramach szerszej inicjatywy, czy festiwalu muzycznego, gdyż powinno się wykorzystać i wypromować tak pięknie odrestaurowaną świątynię. Zwróciłem przy tym uwagę, iż rośnie średnia wieku wiernych uczestnicząca we mszach. W związku z tym wydarzenia takie jak koncerty w kościele wpisane w odpowiednią formułę mogą przyciągać do świątyni ludzi, którzy nie uczestniczą regularnie w nabożeństwach. Z przerażeniem obserwowałem jak kościoły w dużych miastach Szkocji przerobione zostały na prymitywne dyskoteki i knajpy. Kościół powinien żywo włączać się w wydarzenia kultury wysokiej, które są bardziej adekwatne do charakteru i niepowtarzalnej atmosfery świątyń. Ksiądz Marek Kasik zgodził się ze mną. Jego zdaniem, kościół jest coraz bardziej otwarty. Kiedyś wierni nie mogli czytać Pisma Świętego indywidualnie a jedynie za pośrednictwem kapłanów, teraz mają do niego dostęp wszyscy. Tak jak i wyznawcy innych religii, którzy mogą wchodzić w tekst pisma i do kościoła. Przywołał w tym momencie obraz Jana Pawła II wkraczającego do synagogi. Mój rozmówca wręczył mi „Instrukcję Kongregacji Kultu Bożego”- dokument biskupów, w którym jest mowa o koncertach w kościołach. Są w nim zawarte jasne wytyczne co do możliwości organizacji koncertów przy zachowaniu właściwego charakteru, tożsamości i godności miejsca: „Kościołów nie można uważać za zwyczajne miejsce „publiczne”, mogące służyć wszelkiego rodzaju zgromadzeniom.” (całość dokumentu dostępna na naszej stronie www.echoturku.net.pl). Na koniec naszej rozmowy zapytałem, jak ksiądz zapatruje się na pobieranie odpłat za bilety i większe zaangażowanie sponsorów w takie wydarzenia, w celu odciążenia budżetu, gdyż większość koncertów była finansowana z pieniędzy publicznych. Ksiądz proboszcz zauważył, że miało to już miejsce w przeszłości i łączy się z trudnościami. Bilety musiałyby być dostępne wcześniej, gdyż na przykład: -Zbieranie pieniędzy wśród wiernych, pozostałych po mszy, za uczestnictwo w koncercie jest niezręczne. Pomyślałem: ciekawe ile bylibyśmy w stanie przeznaczyć na taki koncert najwyższych lotów 5 zł, 15 zł, a może więcej?

Kolejną osobą, z którą rozmawiałem o problemach kultury w mieście był wiceburmistrz Mirosław Mękarski, który patronuje wielu inicjatywom. Zwrócił on uwagę na problemy nie tylko natury finansowej, ale również organizacyjnej i mentalnościowej – istnieje według niego konieczność przyzwyczajania i stopniowego przygotowywania ludzi do odbioru wydarzeń kulturalnych, w tym muzycznych. Duże nadzieje łączy z remontem i rozbudową muzeum. W środku ma powstać mała sala konferencyjno–koncertowa, w której można będzie organizować koncerty muzyki kameralnej czy jazzowe. -Ważna jest systematyczność tego typu wydarzeń. Jeśli co sobotę będzie koncert jazzowy, to ludzie będą o tym wiedzieć i mieć świadomość, że istnieje taka alternatywa spędzaniu czasu wolnego. Jednakże nie można spodziewać się, że na koncerty będzie przychodzić jakiś wielki odsetek mieszkańców, gdyż jest to oferta raczej do węższej publiczności. Podobno rezultaty przyniosła inicjatywa wyjazdów dla dzieci do filharmonii, organizowanych przez szkołę muzyczną w Turku. Często za dziećmi podążali ich rodzice, nierzadko po raz pierwszy uczestniczący w koncertach filharmonicznych. Kiedy taki rytuał wyjazdu na koncert do filharmonii się spodoba (trzeba się odpowiednio ubrać i jest ta wyjątkowa atmosfera, i piękna muzyka), często pozostaje nawyk i potrzeba uczestnictwa. Burmistrz zaskoczył mnie mówiąc, że prawdopodobnie dlatego do: -Filharmonii Kaliskiej jeździ więcej turkowian, niż do tamtejszego teatru. Rozmawialiśmy także o dużych wydarzeniach kulturalnych. -Budujemy imprezę i markę miasta na serze, który jest znany i Mehofferze, bo tylko to mamy – stwierdził. Zauważył, że wchodząc na strony różnych miast - żeby zobaczyć z czego one są znane i na czym budują swoje marki – często widnieją tam jedynie puste hasła. Jakiś czas temu wśród ludzi kultury, pracujących w różnych instytucjach były przeprowadzone badania z czym kojarzą się im wybrane miasta. Ta grupa, choćby ze względu na sprawowane funkcje, powinna wyróżniać się głębszą wiedzą, a jednak na pytanie: z czym ci się kojarzy Sandomierz, odpowiadali: z „Ojcem Mateuszem”. Jeśli chodzi o nasze miasto były to sery „Turek”.

Pomyślałem, że i w tym wypadku jest to puste hasło reklamowe, gdyż nie mamy jakiś większych tradycji serowarskich. Taki festiwal jak Dni Sera trzeba budować zupełnie od zera, latami. W tym roku zaangażowanie mleczarni było mizerne (choć obchodzi 30-lecie), gdyż w Turku pozostał jedynie zakład produkcyjny. Cała baza biurowa i marketingowa znajduje się w Warszawie, tam podejmowane są wszystkie decyzje. Z ich perspektywy liczy się tylko sprzedaż i reklama, a zaangażowanie społeczne i kulturalne jest mało istotne. Trzy tygodnie zajęło mi dowiedzenie się jaki ma być udział mleczarni w Dwóch Dniach Sera, bo albo kogoś nie było, albo ktoś był na urlopie. Ta kwestia ma dla firmy trzeciorzędne znaczenie, a odpowiedź, którą uzyskałem sprawiła, że nie wiedziałem czy mam się śmiać, czy płakać. A szkoda, bo są korporacje, które podejmują wiele działań na rzecz lokalnych społeczności, w których mają zakłady.

Burmistrzowi powiedziałem, że z przerażeniem przyglądałem się wielu imprezom, takim jak Turkostrada, czy Klaps, odbywającym się od lat w niezmienionej formie, na które przyszło po kilkanaście do dwudziestu osób. Zadałem pytanie, czy nie uważa, iż wyczerpały swoją formułę, są nieudolnie organizowane i nie potrafiły przez te wszystkie lata wychować widza i zachęcić do uczestnictwa większej publiczności. Zgodził się ze mną. Zapytałem wiec, czy jeśli mają być organizowane w kolejnych latach nie warto byłoby wpisać je w jakieś większe wydarzenie, czy festiwal, zmienić termin i zrobić imprezę z rozmachem. Burmistrz Mękarski odpowiedział, że on nie podejmie się takiego zadania. -Do robienia festiwalu potrzebna jest charyzmatyczna i nieco szalona osoba taka jak na przykład Wojciech Lewandowski, który organizuje dni sera. Festiwale zazwyczaj budują tacy ludzie.

Przypomniało mi to, że często miasto może stracić festiwal zbudowany wokół jednej takiej osoby. Tak było w wypadku filmowych „Nowych Horyzontów”, które Roman Gutek przez wiele lat tworzył w Cieszynie, jednakże przeniósł je potem do Wrocławia, ze względu na większy rynek. Z kolei szef „Camerimage”, przeniósł festiwal z Łodzi do Bydgoszczy, gdyż nie mógł dogadać się z władzami.

Znając powiedzenie, że „łatwiej jest stworzyć orkiestrę filharmoniczną, niż wychować dla niej publiczność”, po wypowiedziach chwalących inicjatywy szkoły muzycznej dla dzieci udałem się do Henryka Kranca – dotychczasowego dyrektora szkoły muzycznej I stopnia, a także organizatora wielu koncertów chociażby Pendereckiego, czy w tym roku capella musicae antiquae orientalia. Podkreślił on, że: Koncerty absolwentów szkoły, muzyków filharmonii, którzy przyjeżdżają, a także wyjazdy dzieci na wydarzenia muzyczne są dodatkową działalnością szkoły. W 2001 roku udało się nawiązać współpracę z dyrektorem Tadeuszem Wicherkiem, który był wówczas dyrektorem Filharmonii Kaliskiej (jak się później dowiedziałem, swój udział w porozumieniu, dzięki kontaktom w Kaliszu, miała również obecna dyrektorka szkoły Marta Janicka – przyp. autora). Dzięki temu dzieci 6-10 razy w roku jeżdżą po kosztach (za 5-10 zł) na koncerty do filharmonii. Współpraca jest kontynuowana za kadencji dyrektora FK Adama Klocka. Poza tym raz w roku młodzież jeździ na duże wydarzenie do opery lub teatru wielkiego. W czerwcu na przykład byli na Jeziorze Łabędzim w Łodzi. Absolwenci szkoły dają także koncerty - choćby w przedszkolach. Jest to praca u podstaw, która przyczynia się do edukacji muzycznej.

Jednym z problemów, według Henryka Kranca, jest: -Brak tradycji muzycznych w Turku, gdyż w większości mieszkańcy, to ludność napływowa. Takie tradycje tworzy się pokoleniami. Podobnie jak burmistrz Mękarski uważa, iż ważne jest przyzwyczaić publiczność do stałych wydarzeń muzycznych. Na wzór „obiadów czwartkowych”, chciałby stworzyć cykl koncertów muzyki klasycznej w odrestaurowanym ratuszu, poprzedzanych krótkimi wprowadzeniami w temat muzyczny. Tylko takie systematyczne i cykliczne działania mogą przyczynić się do tworzenia pewnej tradycji. Mój rozmówca zwrócił uwagę na potrzebę współpracy miedzy instytucjami kultury w mieście, stworzenia swoistego centrum kultury, chociażby przez rozszerzenie działalności MDK. Musi się to łączyć ze strategią kulturalną. Kiedy kilka lat temu, szkoła muzyczna straciła miejsce w kamienicy przy rynku, pojawiła się koncepcja budowy dodatkowego segmentu przy MDK i stworzenia centrum kultury. Inicjatywa upadła, gdyż kwestia własności działek przy domu kultury jest nadal niewyjaśniona. Nie wiadomo jednak, czy taka formuła sprawdziłaby się. Przeciwniczką takiego rozwiązania jest nowa dyrektorka szkoły muzycznej, która uważa, że szkoła straciłaby swój charakter i mogłoby to się odbić na poziomie nauczania. Henryk Kranz zgodził się ze mną, że na większe wydarzenia muzyczne, czy festiwale powinny być sprzedawane bilety, jednakże cena nie może być zaporowa.

Na brak koordynacji w inicjatywach kulturalnych zwrócił uwagę mój kolejny rozmówca – Krystian Siwek, dyrygent i jeden z założycieli Big Bandu Miasta Turku. Od razu poczułem, że rozmawiam z kimś młodym, kipiącym pomysłami. Na początku pochwalił się nowymi instrumentami sekcji perkusyjnej, różnymi przeszkadzajkami, jednymi z najlepszych w swoim gatunku, które muzycy mogli kupić dzięki wiosennemu koncertowi, a także wsparciu miasta. Problemem jest teraz miejsce prób, gdyż Dom Strażaka nadaje się do remontu. Ach..., gdyby tak wyremontować sale w Domu Strażaka i zaadoptować pod względem akustycznym, mogłoby to być znakomite miejsce koncertowe, być może także do miniatur teatralnych. (MDK się nie nadaje – tam bez nagłośnienia dźwięk ginie).

-Wszystkie imprezy organizowane w mieście i rejonie powinny być koordynowane i mieć jakiś cel. Nie może być tak, że wydarzenie jest realizowane dla samego siebie, z racji tego, że coś ma się dziać, i trzeba zrealizować budżet bez względu na zapotrzebowanie. Trzeba dopasować termin i godziny. (W tym momencie myślę np. o dniach sera w Turku i w ten sam weekend dniach wody w Uniejowie, sami do siebie strzelamy, choć to nasze miasto partnerskie ?). Musi być rozgłos wokół imprezy i szum – ciągnął dalej Krystian. -Jak idę w miasto, w którym jest festiwal, to ja muszę wszędzie czuć atmosferę, ciarki na sobie, w związku z tym, że dzieje się coś wyjątkowego. No i musi być jakość! Może komuś będzie szkoda 10 złotych, ale jeśli zobaczy coś wartościowego, na co je może przeznaczyć, to czemu nie? Mam pomysł na zorganizowanie przeglądu orkiestr dętych, ale zapraszając tylko orkiestry na najwyższym poziomie, nie musi ich być 30, wystarczy 6 czy 7, ale żeby grały na wysokim poziomie. Przegląd połączony byłby z warsztatami i wymianą myśli. Wielu młodych pisze prace i specjalizuje się w poszczególnych instrumentach i takie spotkania są potrzebne. Kolejnym pomysłem jest zorganizowanie koncertów jazzowych z udziałem kilku zespołów poza Big Bandem – koncert, jam session, koncert jam session… W tym momencie zaczęliśmy rozmawiać o możliwości wykorzystania dziedzińca za muzeum, który w dwóch trzecich powierzchni mógłby być wyłożony płytą, z parasolami, połączony z kawiarnią, która ma powstać w ratuszu. Ciekawe, jak miejsce spisze się akustycznie.

Z tych rozmów powoli rodzi się pomysł na zorganizowanie festiwalu z szeroką ofertą, muzyka dawna w kościołach (ksiądz Mendrok też nie ma nic przeciw organizowaniu klasycznych koncertów kameralnych w uroczym kościele ewangelicko-augsburskim, który można by nieco bardziej udostępnić), jazz w ratuszu i być może w którejś z knajp, włączenie w to SCABB-a skierowanego głównie do młodzieży (Jacek Sulkowski jest orędownikiem zbudowania szerszej takiej propozycji), a także pomniejszych wydarzeń jak chociażby teatry uliczne. Jest to tylko luźna propozycja, którą trzeba przedyskutować na szerszym forum.

Krystian mówił także o tym, że szkoła muzyczna nie dostosowuje swojej oferty do potrzeb rynku. Za mało np. jest nauki na instrumentach dętych, do których młodych powinno się zachęcać, bo jest zapotrzebowanie. Zachęcał do grania, które „jest innym rodzajem spędzania czasu”.

Myśli skierowałem na remontowane muzeum i kolejne spotkanie odbyłem z dyrektorem Bartoszem Stachowiakiem.

Myśli skierowałem na remontowane muzeum i kolejne spotkanie odbyłem z dyrektorem Bartoszem Stachowiakiem. Z pasją opowiadał mi o planach i nadziejach jakie łączy z rozbudowanym budynkiem. -W końcu będzie można pokazać nasze zbiory. Do tej pory mieliśmy możliwość korzystania tak naprawdę z trzech pomieszczeń wystawowych i większość zbiorów była niedostępna. Na jednym poziomie będą wystawy czasowe. Na piętrze znajdzie się ekspozycja poświęcona Mehofferowi. Strych chcemy zaadoptować na potrzeby kolekcji etnograficznych i archeologicznych. Planuję wykorzystać krużganki do wystaw fotograficznych i plastycznych. Jak powiedział dyrektor Stachowiak, docelowo ma powstać kawiarenka połączona z dziedzińcem za muzeum. Jest jak najbardziej za tym, żeby odbywały się tam koncerty. Chciałby, aby muzeum było miejscem otwartym. Będzie miało przybliżać widza do rzeczywistości chociażby XIX wieku. Ma także powstać wirtualne muzeum w internecie. Dzięki komputerom będzie można wejść w świat tkactwa i Mehoffera. Planowane jest także uruchomienie czegoś na kształt przedszkola muzealnego z warsztatami związanymi z obrębem działalności muzeum, gdzie rodzice na czas zakupów mogliby zostawiać dzieci, a te przez zabawę mogłyby dowiedzieć się interesujących rzeczy o przeszłości naszego regionu.

Wśród głównych problemów kultury Bartosz Stachowiak wymienił, poza brakiem funduszy, brak koordynacji działań i przepływu informacji. -Powinna być taka osoba, która gromadzi informacje porządkuje, przekazuje mediom i stara się koordynować różne inicjatywy, żeby nie kolidowały ze sobą, a przy tym zajmuje się ona także nagłaśnianiem wydarzeń. Ważna jest reklama kultury. Trzeba pokazywać swoją historię.

Mój rozmówca jest zdania, że z muzeum powinno współpracować kilku przewodników. Kiedy przyjeżdżają grupy turystów, muszą mieć dostęp do kluczy i poszczególnych obiektów, oprowadzając zwiedzających powinni opowiadać o tych miejscach. Konieczne jest przygotowanie szlaków w mieście (np. tkackiego, mehofferowskiego), a także w powiecie - po bunkrach czy pałacykach, takim miejscom powinny towarzyszyć tablice informacyjne. Być może w muzeum powstanie punkt informacji turystycznej połączony ze sklepem z pamiątkami. Do tego wszystkiego potrzebne są jednak nakłady. Jak powiedział mi inny rozmówca, który wolał pozostać anonimowy: -Nie ma świadomości jak ważna jest promocja miasta. Polityk woli przeznaczyć środki na nową latarnię, gdyż tym się może pochwalić od razu. Korzyści z działań promocyjnych są odłożone w czasie i trudniejsze do oszacowania. Jednak jeśli jest odpowiednia strategia, mogą zaowocować po stokroć.

Dyrektor Stachowiak mówił też o nowych atrakcyjnych inicjatywach, które spotykają trudności, jak zlot pojazdów historycznych, kiedy policja stawia coraz bardziej rygorystyczne obostrzenia co do zmiany organizacji ruchu w czasie takich przejazdów. Słyszałem też, że takie, czasem zbyt rygorystyczne wymogi, blokowały również inicjatywy rowerowe i kolarskie, które nie mogły się rozwinąć.

Bartosza Stachowiaka z ciekawości zapytałem również, czy uzasadnione jest przypuszczenie, że Józef Mehoffer, pomimo tego, że był dobrym znajomym naszego proboszcza, gdyby wygrał z Wyspiańskim konkurs na wykonanie witraży i polichromii w Bazylice Franciszkanów w Krakowie być może nie podjąłby się dzieła w Turku i nie mielibyśmy szczęścia do takiego ładnego wystroju. Dyrektor odpowiedział, że to jest uproszczenie: -Artysta i proboszcz byli dobrymi przyjaciółmi. Poza tym Wyspiański znajdował się w zupełnie innym położeniu, niż Mehoffer – mógł spokojnie zarządzać swoimi pracami, podczas gdy Mehoffer miał liczną rodzinę do utrzymania, „wypuszczał” wszystko co stworzył lub sprzedawała to jego żona, aby zapłacić rachunki. Podejmował się więc realizacji wszystkich dostępnych zleceń. Pocieszającym jest fakt, że taki ładny kościół nie jest dziełem przypadku. Sam Mehoffer wygrał potem z Wyspiańskim zlecenie na realizacje drogi krzyżowej w tej samej bazylice, podobnej do tej w kościele NSPJ.

Edukacja, edukacja i jeszcze raz edukacja

Na to, iż społeczności małych miast są nie wyedukowane kulturalnie, zwróciła uwagą nowa dyrektorka szkoły muzycznej Marta Janicka. -To się dzieje już od szkoły podstawowej, gdzie muzyki jest tak naprawdę mało. Młodzież nie dostaje wcale edukacji muzycznej na poziomie ogólnokształcącym. Nie ma zwyczaju zawiezienia gimnazjalistów do filharmonii. Jeśli w szkołach nie będzie takich pomysłów, to te dzieci kiedy dorosną nie będą miały pojęcia o istnieniu takiej formy kultury. Większe koncerty powinny być czasem realizowane także dla szkół w tygodniu, w godzinach dopołudniowych, żeby zaprowadzić na nie młodzież. Nowa dyrektorka zauważyła, że rodzice nie uczestniczą często w wydarzeniach, które są owocem pracy ich pociech. Koncerty realizowane przez dzieci, nie mają rodzinnego charakteru, a uczestnictwo w kulturze powinno być wielopokoleniowe.

Wielokrotnie, nauczyciele zamiast zabrać młodzież do teatru, czy do filharmonii, jadą na wycieczkę do galerii handlowej i do multipleksu na hollywoodzki kicz, ale czego oczekiwać jeśli sami nie mają takiej potrzeby, lub nie potrafią zorganizować takiego wyjazdu. Nasze społeczeństwo jest słabo wyedukowane artystycznie. Praca u podstaw może przynieść efekty za kilkanaście lat. Zarzucamy politykom, iż nie myślą w kategoriach długoterminowych, a tylko do następnych wyborów, a sami oczekujemy wyników od razu. Gratyfikacja musi nastąpić natychmiast. Są jednak zmiany, które można wprowadzić teraz i na efekty nie trzeba będzie czekać latami.

O potrzebie tych zmian i o trudnościach z jakimi boryka się Miejski Dom Kultury rozmawiałem - z pełniącą od 20 lat funkcję dyrektorki tej instytucji - Bożeną Cesarz. MDK współpracuje z wieloma instytucjami, jak np. stacja sanitarno-epidemiologiczna przy organizacji Światowego Dnia Walki z AIDS. Dom kultury włącza się w inicjatywy prospołeczne i prozdrowotne, współpracuje ze szkołami. O takich to przedsięwzięciach opowiadała dyrektorka. Moją uwagę przykuwają jednak te najbardziej kosztowne imprezy, jak i te, które choć realizowane od lat nie zmieniły się ani trochę pomimo, ze straciły odbiorców. Na prezentacje teatrów ulicznych, organizowane po raz 19, w tym roku na poszczególne spektakle przyszło po 20 osób. Było wyjątkowo zimno, to fakt, zapytałem więc, czy nie można zmienić terminu tej imprezy, na późniejszy? Kiedyś przedstawienia 3-go maja były wpisane w szereg imprez odbywających się w mieście i były kulminacją wydarzeń długiego weekendu, teraz zostały niejako nagie, gdyż pozostałe imprezy straciły na znaczeniu, zostały przeniesione, lub obumarły. -Ten termin jest jedynym możliwym, w którym można wykorzystać plac przed „Barbórką”. Wtedy nie ma handlu, a aktorzy mają dostęp do zaplecza w postaci toalet i łazienek – powiedziała dyrektor Cesarz. W tym momencie przypomniało mi się jak ważny jest postulat, aby zamknąć dla ruchu rynek. Przecież jest to naturalne miejsce tego typu imprez i lepszego sobie nie można wyobrazić. Bartosz Stachowiak i wiele innych osób stoją „rękami i nogami za tą opcją”. Kolejny zarzut miałem w stosunku do organizatorów 14-go „Klapsa” – przeglądu etiud studenckich. Ludzie pytają czy naprawdę taka impreza, nie może odbywać się w weekend, zwłaszcza jej finał. W tym roku na finale było prawie puste kino jakieś kilkanaście osób. Nie jest to impreza komercyjna, zgadzam się, ale przecież wszyscy za nią płacimy, gdyż opłacana jest z pieniędzy publicznych. Jako kulturoznawcy, z trudem przyszło mi to powiedzieć, ale wolę, żeby takie imprezy bez publiczności nie miały w ogóle miejsca. Albo należy je skomercjalizować, wprowadzić bilety, odpowiednio wypromować i rozbudować, albo niech umrą. Płacimy za wstyd, kiedy przyjeżdżają twórcy filmów z Łodzi, czy aktorzy z różnych stron Polski i na takie wydarzenia przychodzi kilka osób. To należy zmienić, nie może tak trwać samo dla siebie. Tak samo po co organizować koncert „Braci”, jeśli nie potrafi się takiego wydarzenia wypromować i dotrzeć do odbiorcy. Koszty są duże, a odzew znikomy. Jak mi wytłumaczyła pani dyrektor odrębnym problemem jest kino. Prowincje cierpią, gdyż liczba kopii światłoczułych przeznaczona do dystrybucji jest znikoma. W pierwszej kolejności mają do nich dostęp duże ośrodki, dlatego filmy przychodzą z takim opóźnieniem i prowincja na tym cierpi. Były próby organizowania projekcji DVD i obniżenia kosztu biletów, jednak na takowe inicjatywy nie ma zgody dystrybutorów. W większości wypadków projekcje publiczne nie mogą odbywać się za pomocą nośników DVD. Nauczycielom pragnę zwrócić uwagę, iż do każdej publicznej projekcji jest potrzebna każdorazowo zgoda dystrybutora. Wypożyczenie kopii światłoczułej, to koszt kilkuset złotych, więc film nie dość, że opóźniony, to bilet nań musi być drogi. Dyrektor Bożena Cesarz wyszła także z propozycją organizowania pokazów filmów amatorskich dla młodzieży, można zrobić taki przegląd z nagrodami. Fantastyczny pomysł. Ciekawe są także próby przywrócenia małego parku do przestrzeni kulturalnej.

Rozmawiając z wieloma ludźmi na temat działań kulturalnych w mieście prędzej czy później dochodziliśmy do wniosku, że w roli koordynatora działań kultury naturalnie powinien wpisywać się właśnie MDK. Jak to się ma do rzeczywistości, rozpisywać się i tłumaczyć mieszkającym w Turku chyba nie trzeba. Znajomy zapytał mnie dlaczego nasz dom kultury nie ma strony na facebooku, która nic nie kosztuje, skoro słupecki odpowiednik tej instytucji zgromadził już ponad 1000 fanów na portalu społecznościowym, który może służyć nie tylko jako forum dyskusyjne, ale także jako tania forma badania rynku i potrzeb mieszkańców.

Na fakt, iż obecny system edukacji nie sprzyja otwartości na treści kulturalne, zwrócił z kolei uwagę Lech Zielony – dyrektor ZSO. Klisza i schemat dominujący w programie nauczania przekłada się wielokrotnie na małe wymagania młodzieży w stosunku do swoich poszukiwań i zainteresowań kulturalnych. Dodatkowe godziny na zajęcia, którymi dysponuje dyrekcja mogą być wykorzystywane jedynie na zajęcia bezpośrednio związanych z przedmiotami obowiązkowymi. W ramach tych godzin nie można zorganizować na przykład spotkania z filozofem, bo to nie należy do kanonu! Z drugiej strony zastanawiam się co groziłoby takiemu dyrektorowi, który nie dostosuje się do nakazów i do takich spotkań doprowadzi ? Dyrektor Zielony powiedział: -Problemem jest uczestnictwo w wydarzeniach kulturalnych w Turku, młodzieży z innych gmin, ze względu na dojazd. Nie mogę się jednak zgodzić z twierdzeniem, że „otwieranie ludziom możliwości i organizacja wydarzeń nie powinny łączyć się ze zbyt dużym wyzwaniem i wysiłkiem organizacyjnym” - jak stwierdził dyrektor. Większość młodych ludzi, z którymi rozmawiałem chce imprez z rozmachem, bez kompromisów. Skąd bierze się ten strach przed dużym wydarzeniem, może stąd, że ewentualnie taki „event” mógłby się udać i wiele rzeczy uległoby zmianie, dzięki wpisaniu naszego miasta na stałe w kalendarz imprez w Polsce.

Na koniec udałem się do burmistrza Zdzisława Czapli z pytaniem, czy nie widzi potrzeby zmian formuły niektórych imprez oraz sposobu funkcjonowania, chociażby takiego MDK i oddziałów związanych z urzędem. -Zmiany są dobre, ale stabilizacja niejednokrotnie lepsza - usłyszałem w odpowiedzi. Cóż, brak zmian w polityce kulturalnej, to raczej stagnacja niż stabilizacja – pomyślałem. MDK skrzydła miało rozwinąć z obecnymi włodarzami miasta – skrzydeł nie rozwinęło i w tej formie na pewno nigdzie się nie wzniesie, odlecieć może co najwyżej jedynie w zapomnienie. To co mnie ucieszyło to obietnica, że po zakończeniu prac w kościele, miasto weźmie się za rynek. Oby to ludzie okazali się tym razem najważniejsi, gdyż zmieniający się kolor bratków jako dominująca strategia kulturalna na pewno się nie sprawdzi. Im dłużej zwlekamy, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że jakakolwiek koncepcja zostanie zrealizowana. Nie oszukujmy się – w Turku nie mieszka 28 tyś ludzi. Wiele tysięcy jest tutaj tylko zameldowanych, wiem bo sam przez lata mieszkałem w różnych miejscach, z wpisem Turek w dowodzie. Co więcej, rynek klientów kultury kurczy się coraz bardziej. Dlatego nie rozumiem samozadowolenia na twarzach urzędników publicznych wobec powagi tej sytuacji.

Jest już projekt modernizacji rynku. Znajoma architektka, powiedziała mi, że projektem nie powinna zajmować się firma zewnętrzna zatrudniająca architektów nie znających miasta. -Znacznie odpowiedniejsi byliby ludzie wywodzący się z Turku, czujący miejscową atmosferę.

Burmistrz twierdzi, że rynek raczej nie zostanie zamknięty dla samochodów, co wynika z przyzwyczajeń naszych mieszkańców, którzy lubią podjechać przed sam sklep. Cóż, jedyne miejsce, gdzie można zrobić parking, to zadrzewiony teren koło kościoła. Nie wiem czy byłby to dobry pomysł. Ale to takie rozważania. Powinna być strategia, jasno pokazująca na przykład, że rynek ma być miejscem kulturalnym z kawiarniami i knajpkami, gdyż istnieje prawdopodobieństwo, że jak w innych miastach będą wokół same banki. O takiej koncepcji nie słyszałem.

W takim kompleksowym tekście, będącym mimo wszystko tylko artykułem, nie sposób wymienić wszystkich problemów i porozmawiać ze wszystkimi zainteresowanymi. Nie rozmawiałem chociażby, szczególnie pod tym kątem, z pracownikami biblioteki. Zapraszam do uczestnictwa w koalicji kulturalnej wszystkich, którzy podejmują działania mające na celu ożywienie atmosfery miasta, także bibliotekę - ta ma jednak podstawowe zadanie – promowania czytelnictwa. Jest to odrębny, ważki i patrząc na statystyki palący temat. Biblioteka powinna przede wszystkim gromadzić księgozbiór i zatrważa fakt, iż nie ma wśród zbiorów jednego regału, a nawet półki, z książkami obcojęzycznymi! Taki regał powinien być dostępny zwłaszcza ze względu na młodych. Obecnie nawet na studiach polonistycznych, aby były na najwyższym poziomie należy korzystać z publikacji obcojęzycznych.

W rozważaniach dotyczących kultury jednym z głównych pytań, które się nasuwają, jest to - na ile wydarzenia kulturalne powinny być skierowane do mieszkańców oraz w jakim stopniu finansowane z pieniędzy publicznych (w jak najmniejszym!), a na ile takie inicjatywy mają wychodzić do odbiorcy szerszego, przyciągać ludzi z innych miast, nie tylko Polski. Jedno jest pewne: musi być narracja i musi się dziać! Warto wspólnie się zastanowić jak trafić w target (odbiorcę), czy powinno wystrzelić się do niego z armaty większym wydarzeniem, czy może jednak skoncentrować się na próbie zafascynowania drobniejszymi przedsięwzięciami. Tym artykułem Echo Turku wraz z Jackiem Sulkowskim i Bartoszem Stachowiakiem chcę zachęcić do powstania koalicji kulturalnej w naszym mieście. Jest potencjał i wiele miejsc, które można wykorzystać, a także mnóstwo pomysłów, które się w tym tekście nie pojawiło. Wiele osób jest inicjatorami rożnych działań, jednakże kiedy pytam, dlaczego nie robią wokół nich szumu (PR), odpowiadają, że działają „ale tak po cichu”. Do wszystkich zainteresowanych wyślemy zaproszenia na spotkanie, na którym będziemy próbowali odpowiedzieć sobie na powyższe pytania. Spotkanie odbędzie się we wrześniu, dokładna data podana zostanie na zaproszeniach wraz z planem dyskusji. Na początku spróbujemy zintegrować środowisko kilkunastu osób związanych z kulturą w mieście, być może kolejne spotkania uda się zorganizować z młodymi turkowianami, którzy działają w kulturze także w innych miastach. Do współpracy zapraszamy także inne lokalne media. Relację z pierwszego spotkania koalicji kulturalnej opublikujemy.

mej

 

 

 

 

Komentarze

Brak komentarzy...

Dodaj komentarz

Podpis
Tresć
Przepisz kod z obrazka
CAPTCHA Image

UWAGA!
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu.

Redakcja "Echa Turku" nie odpowiada za treści zamieszczanych przez czytelników komentarzy, zastrzegając sobie jednocześnie prawo do ich moderowania oraz kasowania w przypadkach ewidentnego naruszania prawa.

 

OSTATNIE GALERIE

Z Sacałów do Normandii
Aktualności powiązane z galerią
» Z Sacałów do Normandii
zobacz galerię »
 
Kwiatków
foto
Aktualności powiązane z galerią
» Kwiatków Znika
zobacz galerię »
 
Zobacz wszystkie: Galerie »

 

 

Repertuar kin

Najbliższe imprezy

Polecane imprezy


Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Więcej o plikach cookies »