21 Wrzesień 2017 imieniny: Darii, Mateusza, Wawrzyńca
 

Szukaj

Akualnosci
Ogloszenia

 

 
 
Byłeś świadkiem jakiegoś wydarzenia,
coś Cię zbulwersowało - napisz, prześlij zdjęcie, zadzwoń
echo@turek.net.pl
tel. 63 278 53 41
lub skorzystaj z naszego formularza kontaktowego
Zgłoś wydarzenie »
 

Felietony

Za mundurem powiat sznurem?
Dodano 08-08-2017 |
Komentarzy: 81

Okazuje się, że powiatowi decydenci maja szansę poćwiczyć swoją wyobraźni...

czytaj więcej »
 
Czy z rynku pracy usłyszymy jedynie echo
Dodano 01-08-2017 |
Komentarzy: 114

Jestem przekonany, że nie jestem jedynym, ...

czytaj więcej »
 

 

Zobacz wszystkie: Felietony »

 

 

Sondy

Czy jesteś za wprowadzeniem maksymalnie dwóch kadencji dla samorządowych władz i dla radnych ? (1173 opinii)
TAK
77% 
NIE
20% 
Nie mam zdania
4% 
 
pokaż wszystkie »

 

 

REKLAMA


 

Magia teatrów ulicznych

Dodano dnia: 10-05-2011 22:32| Komentarzy: 4

Wszystkim zmarzluchom, których ze względu na zimową aurę trzeciego dnia maja zabrakło, a także tym, którzy obserwowali wydarzenie z okien przejeżdżających ogrzewanych samochodów, chciałbym przybliżyć XIX Turkowskie Prezentacje Teatrów Ulicznych „Turkostrada” zorganizowane przez pracowników Miejskiego Domu Kultury w Turku.

Pomimo zimna i śniegu w południowej części kraju, wszystkie najważniejsze zespoły teatralne dotarły do Turku. Choć są to uznane na świecie grupy, nie było wielu odbiorców dla przygotowanych i zagranych przez nich w trudnych warunkach przedstawień. O godzinie szesnastej festiwal rozpoczął w deszczu Teatr Pantomimy „Mimo” z Warszawy. Grupa powstała w 2002 roku i szybko wypracowała własny język teatralny, budując opowieści rozbudzające wyobraźnię widza dzięki doskonałej mimice, grze ruchów i gestów. Na turkowskie prezentacje przygotowali spektakl „Komedianci”,  przywołując  ducha dawnych ulicznych artystów kuglarzy, dla których sztuka była życiem, a życie sztuką. Przedstawienie było zainscenizowane wokół drewnianego taboru  jakim poruszały się  trupy teatralne w przeszłości, również ich stroje  i „opowiedziana” historia przeniosły wyobraźnię nielicznych widzów do takiego obozowiska „cyganerii”. Na początku spektaklu artyści ułożyli wokół wozu linię kwiatów, co „wrzuciło” nas na podmiejskie łono natury, gdzie dawni artyści się zatrzymywali. Mim, na którym ułożono stos walizek ukazywał, że życie takiego artysty ulicznego, to życie w podróży, gdzie podróż jest życiem. Z jednej z takich walizek aktor wysypał piłeczki, niczym bezlik miniaturowych historii opowiedzianych w trakcie przedstawienia. Kontrast do wyimaginowanego obrazu potęgowała szara aura, ale aktorzy pomimo lekkiego odzienia nie dali po sobie poznać odczuwanego dyskomfortu zimna i przede wszystkim grali... i to grali pięknie. Każdy zamierający wyraz twarzy i spojrzenie wyrażało miłość, rozpacz, zakłopotanie, radość, lub poczucie władzy. Była dominująca cyganka z batem, której wszyscy musieli się podporządkować,  rzucająca nożami wokół uległego mima. Był zakochany mim i balerina, ich pobielone twarze jaśniały na tle czarnego wnętrza wozu. Kuglarze z innej epoki przebierali się i odgrywali przedstawienia dla dawnej publiczności, przez co artyści przenosili wyobraźnię na kolejny poziom, prezentując motyw teatru w teatrze – jak miało się okazać dominujący w tegorocznej „Turkostradzie”.

Po spektaklu, w rozmowie z aktorami pantomimy z Warszawy, uświadomiłem sobie jak wielka była siła ich sztuki, gdyż na koniec ich przedstawienia przestało padać i tego dnia już nie padało. Aktorzy zmęczeni i zmarznięci przypisali sobie przegonienie deszczu, dzięki czemu kolejne grupy miały nieco większy komfort. Podziwiałem ich kiedy na zimnym i mokrym betonie kładli się w swoich kolorowych trykotach. Jak ktoś zauważył „taki jest urok pracy artysty ulicznego – musi być twardy”. Aby wytrwać i oglądać dalsze przedstawienia zamieniłem letnie buty i kurtkę na zimowe.

Następnie swój program zatytułowany „Stary klaun i morze” zademonstrował Teatr „Pinezka” z Gdańska. W postać klauna i rybaka wcielił się Przemysław Grządziela – absolwent Gdańskiej Szkoły Baletowej, morzem zaś była piękna niebieska szczudlarka – Iwona Cichosz, Miss Polski Niesłyszących 2008 i Miss Astera 2008. Przedstawienie łączyło w sobie elementy magii teatru, cyrku, klaunady, pantomimy, tańca z publicznością oraz marionetek. Stary klaun wyrusza w morze na małej łódce, aby złowić ryby, jednakże nie jest łatwo „wyrwać” żywiołowi zdobycz. Aktor improwizując prosił o pomoc widzów i tańcząc z nimi próbował udobruchać morze. Przedstawienie było przygotowane zarówno dla dzieci jak i dorosłych.

Dzieciom podobał się również występ Teatru „Klinika Lalek” z Wolimierza. Grupa powstała w 1988 roku na Wydziale Lalkarskim PWST we Wrocławiu. Trzy lata później przeniosła się do Wolimierza i działa jako wędrowny teatr lalkowy. Teatr przedstawił spektakl „Księga gór” – bardzo rozbudowaną i kolorową inscenizację przy użyciu wielu instalacji, ogromnych lal, machin jeżdżących, ludzi i bajkowych stworów. Kosmiczny narrator opowiada historię ogromnego Ducha Gór – Rzepióra, zakochanego w pięknej księżniczce. „Ale cały w tym ambaras, aby dwoje chciało na raz” – księżniczka nie jest uległa. Wtedy, utrudniając sprawę jeszcze bardziej, pojawia się dymiący demon, który zamienia wybrankę w wielką, zieloną żabę. Rzepiór zwraca się o pomoc do największych światowych lekarzy i „psychiatrów”. Ci radzą i próbują wszelkich znanych metod, aby przywrócić księżniczce dawny blask, jednakże nic nie pomaga, ani pocałunki, ani łaskotki. Zdesperowani wystrzeliwują żabę w przestrzeń kosmiczną. Żaba wraca za 50 000 lat z nagraną przez obce cywilizację instrukcją odczarowania. Jedynym sposobem okazuje się odegranie przedstawienia teatralnego. Z pomocą do działania przystępują najwięksi tego świata – Chopin, Goethe i Haszek, w postaciach wielkich lal. Zakochani do szaleństwa w przepięknej widmowej Lorelei, czerpiąc z uczucia inspirację, tworzą dzieła swojego życia. Tańczy Doktor Faust, Dzielny Wojak Szwejk i wyrwany z rozpaczy serca Chopina  - Rozbójnik Ondraszek. Zabiegi magiczne Doktora Fausta przynoszą efekt i księżniczka zostaje wyrwana z fatalnego zaklęcia. Wdzięczna Rzepiórowi łączy się z nim w pocałunkach. Jak się dowiedziałem artyści „Kliniki Lalek” mają zaproszenia do udziału w przedsięwzięciach na całym świecie i potrafią ich docenić nawet Japończycy, jednakże ze względu na odległości i konieczność budowy instalacji już na miejscu, aktorom nie udało  się dotrzeć jeszcze do „kraju kwitnącej wiśni”. Szkoda, iż tak mało Turkowian podziwiało ich realizację.

Żyjemy zanurzeni w opowieści, samo życie jest opowieścią – brzmiało przesłanie zawarte w inscenizacji „Remus” Teatru „Snów” z Gdańska. Swoje przedstawienia przygotowuje z dala od wielkomiejskiego zgiełku, w pracowni na Kaszubach. Uznawany za jeden z najoryginalniejszych teatrów ulicznych prezentował się na festiwalach w Edynburgu i Awinionie. Dyrektor artystyczny teatru Zdzisław Górski wcielił się w przedstawieniu w centralną postać – pisarza i czytelnika. Tak zaczyna się ta historia – od pisarza i czytelnika zanurzonego w lekturze przed oknem – symbolem mediacji pomiędzy światem a człowiekiem w modernistycznej powieści. Wszystkie późniejsze wydarzenia są jego opowieścią, lecz zarazem życiem artysty. „Nie ma opowiadania bez wspólnoty, która decyduje się zawiesić swoje poglądy, by wysłuchać tego, który właśnie wysuwa się na plan pierwszy”* – taką wspólnotą byli aktorzy i widzowie przedstawienia. Artyści opowiadali mową teatru, a gdy skończyli, skończył się jakiś świat. W filmie „Imaginarium of Doctor Parnassus”, „tytułowy bohater trafia do fantastycznego miejsca, w którym słychać monotonny szum mnisiej mowy. Opowiada swemu rozmówcy – a jest nim Diabeł grany przez Toma Waitsa – że świat istnieje tylko dzięki opowieściom. Gdy mowa, za sprawą Złego, na moment cichnie, a świat mimo to nie wali się w gruzy, Doctor Parnassus z niewzruszoną miną powiada: <widocznie opowiadają także gdzie indziej>”*. Tak jak Szeherezada musiała opowiadać królowi baśnie, aby żyć, tak życie bohatera „Remus” trwa dopóki za pomocą teatru opowiada on historię. Opowieść przedstawia samotnika walczącego z przeciwnościami losu, ze złymi demonami, odegrany jest „danse macabre” – taniec śmierci. Dowiadujemy się, że najważniejsza jest sama walka, póki trwa, trwa również życie. Na koniec zataczamy koło i powracamy do pokoju pisarza-czytelnika, który zamyka książkę, a z za węgła pojawia się śmierć i przedstawienie się kończy, kończy się również jakiś świat i jakieś życie. Całej opowieści towarzyszyła świetna oprawa, elementy muzyki hinduskiej i dźwięki harmonii.

Najbardziej wytrwałym widzom przeglądu, jak i tym którzy są wyrobionymi uczestnikami kultury, musiało podobać się zwłaszcza ostatnie przedstawienie… podobać się? To przedstawienie po prostu „poraziło”. Sztuka nie tylko musi być dobra, sztuka ma uderzać. Było to wspólne przedstawienie polsko – białorusko – niemieckie, Teatru „InZhest” i Teatru „Formy” z Wrocławia. Wyjątkowo ta ostatnia inscenizacja odbyła się przed halą widowiskowo-sportową, gdyż już od wczesnych godzin popołudniowych aktorzy przygotowywali instalację i wypełniali wodą wielką sadzawkę. Wrażenie samego przedstawienie potęgował podkład muzyczny, wykonywany na didgeridoo, klarnecie, saksofonie, bębnach. Zebrani widzowie zastanawiali się jak aktorzy zniosą kontakt z wodą przy około zerowej temperaturze. Jak zapowiedziano, forma teatralna była inspirowana teatrem japońskim, treść natomiast przywoływała najgłośniejszą sztukę Samuela Becketta „Czekając na Godota”. Na początku aktorowi udało się wciągnąć do „gry” kilu widzów, którzy mieli sprawdzić wodę, czy zatańczyć z artystą. Jeden z aktorów pod śmietnikiem, zdystansowany, spijając flaszkę, grał kloszarda – niejako symbol upadku cywilizacji. Kolejna postać ubrana w garnitur - przedstawiająca kulturę w jej zaawansowanej formie, wskoczyła do wody – symbolu życia. Ubrany człowiek chował się pod parasolem przed polewającym go wodą z węża kloszardem, chroniąc się niejako przed egzystencją. W pewnym momencie z tunelu pomiędzy bytem a nie bytem, wypadł goły i łysy człowiek – symbol natury, „rodząc się” wpadł do „wody życia”. Bezradnie skomląc, prosił ubranego „cywilizowanego człowieka” o pomoc. W końcu dosiadł go i wierzgał. Przedstawienie zdawało się odwracać powiedzenie Schopenhauera, że „wola jest niczym silny ślepy człowiek, dźwigający na swych ramionach innego ułomnego, który widzi” – w sztuce człowiek reprezentujący percepcję i wyobraźnię został uciśniony przez znęcającego się, ślepego tchórza – ślepą wolę życia. W następnym stadium, goły przyodział ubranie i buty, a drugi „cywilizowany” zniknął w tunelu niebytu, po czym ponownie się „narodził” – koło się zatoczyło. „Prawdą jest, że się płynie i prawdą jest że się tonie” – powiedział kiedyś paradoksalnie Beckett, jesteśmy skazani na śmierć od urodzin, choć pocieszające jest to, że niektórzy wielcy muszą umrzeć, aby się „narodzić” dzięki swoim dziełom. Te wytwory kultury, choć reinterpretowane, stanowią jedyny ciągły element przekazywany z pokolenia na pokolenie.

Jak stwierdził jeden z widzów to, co zaprezentowali aktorzy, wytrzymując przy tym tak niską temperaturę to „czarna magia”. Biorąc pod uwagę skalę przedsięwzięcia i to, że artyści demontowali instalację do czwartej rano, ciemną magią wydaje się również być mała ilość odbiorców XIX „Turkostrady”. Warunki atmosferyczne to jedno, inną sprawą jest to, że przez te wszystkie lata widz z Turku nie został wyedukowany, przygotowany i zachęcony do odbioru tej formy kultury. Jak powiedział mi sprzedawca słodkości z placu przy targu, tak źle jeszcze nie było. Na przedstawieniach było od około 10 do 40 osób.

*Cytaty pochodzą z tekstu Michała Pawła Markowskiego „Może opowieści” zamieszczonego w Tygodniku Powszechnym 14 marca 2010r.

mej

 

Przegląd teatrów ulicznych

 

Aktualności powiązane z galerią
» Magia teatrów ulicznych
 

Komentarze

Autor: Goja jesteś wielka| Dodano: 22-05-2011 17:52
I właściwie nic dodać, nic ująć z tego, co napisałaś. Wielkie brawa - znaczy się nie musimy się ukrywać, bo nie oglądamy tego "Xfactora"
 
Autor: Goja| Dodano: 16-05-2011 10:18
Lepsze nawiedzenie niźli głupota. Gratuluję znajomości wyrazów "niszowy" i "grafomania". Radzę sprawdzić w słowniku jeszcze takie jak "laik", tudzież "dyletant".
 
Autor: mej| Dodano: 12-05-2011 12:39
ludzi "kopią" bardzo odmienne, teksty, widowiska, czy muzyka. Ważna jest różnorodność i to, żeby jeden gatunek nie "zabijał" drugiego. Jeśli wszyscy będą siedzieć przed telewizorem i oglądać "x factor" świat będzie nudny., i trochę jak u Orwell'a
 
Autor: Rudy| Dodano: 11-05-2011 13:59
Ja tam wolę "x factora" na tvnie. Takie niszowe imprezy są dla takich nawiedzonych jak autor tego grafomańskiego sprawozdania.
 
«poprzednia 1 następna»

Dodaj komentarz

Podpis
Tresć
Przepisz kod z obrazka
CAPTCHA Image

UWAGA!
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu.

Redakcja "Echa Turku" nie odpowiada za treści zamieszczanych przez czytelników komentarzy, zastrzegając sobie jednocześnie prawo do ich moderowania oraz kasowania w przypadkach ewidentnego naruszania prawa.

 

W numerze

 

OSTATNIE GALERIE

Z Sacałów do Normandii
Aktualności powiązane z galerią
» Z Sacałów do Normandii
zobacz galerię »
 
Kwiatków
foto
Aktualności powiązane z galerią
» Kwiatków Znika
zobacz galerię »
 
Zobacz wszystkie: Galerie »

 

 

Repertuar kin

Najbliższe imprezy

Polecane imprezy


Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Więcej o plikach cookies »