23 Kwiecień 2017 imieniny: Ilony, Jerzego, Wojciecha
 

Szukaj

Akualnosci
Ogloszenia

 

 
 
Byłeś świadkiem jakiegoś wydarzenia,
coś Cię zbulwersowało - napisz, prześlij zdjęcie, zadzwoń
echo@turek.net.pl
tel. 63 278 53 41
lub skorzystaj z naszego formularza kontaktowego
Zgłoś wydarzenie »
 

Sondy

Czy jesteś za wprowadzeniem maksymalnie dwóch kadencji dla samorządowych władz i dla radnych ? (1131 opinii)
TAK
76% 
NIE
20% 
Nie mam zdania
4% 
 
pokaż wszystkie »

 

 

REKLAMA


 

Jak zabijać bakterie światłem, czyli Błazen – wielki mąż z wizytą w Turku

Dodano dnia: 01-07-2014 00:02| Komentarzy: 0

Pewnie już tylko nieco starszym czytelnikom coś jeszcze mówi nazwisko Tadeusza Boya-Żeleńskiego. A szkoda, bo dla polskiej kultury jest to postać wprost nieoceniona. Otóż ten erudyta i publicysta z powołania, to z wykształcenia był medykiem. Ale mimo przyrodoznawczej wiedzy, ponoć do końca swojego życia wierzył w to, że są bakterie, które zabija się światłem.

 

Wiara ta dotyczyła również, a może przede wszystkim, bakterii toczących organizmy społeczne. Jednak jakiś wewnętrzny głos podpowiada niżej podpisanemu, że autor „Obrachunków fredrowskich” musiałby rzecz całą poważnie przemyśleć, gdyby przyszło mu żyć w czasach III RP. Wyobraźmy bowiem sobie, że oto cudownie zmartwychwstały Boy akurat w miniony weekend zjeżdża sobie, na ten przykład, do naszego Turku. Przybyłego w czerwcową sobotę mogło pewnie nieco zaskoczyć ożywienie z jakim przyszło mu się zetknąć okolicach terenów miejscowego OSiR-u. Jeszcze bardziej zaskakuje go wiadomość, że do miasteczka z kraju i z zagranicy zjechali policjanci, którzy w Turku umówili się na rywalizację w siatkówce plażowej. Przynajmniej, taki powód podawany jest oficjalnie. Nie na darmo jednak biografia Boya pióra Józefa Hena nosi tytuł – „Błazen – wielki mąż”. Bo w głowie naszego gościa z zaświatów zaczyna świtać złośliwe podejrzenie, że cała ta policyjna impreza siatkarska jest tylko zwykłym pretekstem do poważnej akcji policyjnej. Zaś prawdziwym powodem przybycia do Turku funkcjonariuszy służb policyjnych wszelkich formacji i narodowości ponoć ma być, zapowiedziana na imprezę znaną pod nazwą „Dni sera”, wizyta najsłynniejszego restauratora i kucharza III RP. Bieda w tym, że w restauracji tegoż mistrza rondla i patelni prowadzono prawdziwe studio nagrań. I to przez jakieś dwa lata. Nic więc dziwnego, że w głowie autora „Brązowników” zaświtała myśl o tajemniczym związku między wizytą rzeczonego kuchmistrza z inwazją międzynarodówki policjantów na Turek. Mówiąc zaś wprost, duch Boya zaczął zastanawiać się, czy cała ta siatkówka nie jest aby najzwyczajniejszą akcją pod przykryciem?

A już całkowitego ćwieka musiała zabić naszemu gościowi informacja o o zapowiedzianej na niedzielę wizycie w Turku takiego politycznego tuza jak Adam Hofman. Ale czy tego rodzaju podejrzeniom można się specjalnie dziwić? Zwłaszcza w sytuacji, gdy krajową sceną polityczną aż zatrzęsło po głośnej ostatnio aferze podsłuchowej. Wszak do snucia rozmaitych scenariuszy z gatunku political fiction nie trzeba większej wyobraźni w sytuacji, gdy do prowincjonalnego miasteczka w tym samym momencie zjeżdżają: kulinarny maestro, pierwszy halabardnik i rzecznik największej partii opozycyjnej i kilka tuzinów funkcjonariuszy służb policyjnych z kraju i ze świata. Ta zadziwiająca jedność miejsca i czasu niejednego musi wręcz skłaniać do licznych pytań i podejrzeń. Jak choćby, czy policjantom chodziło jedynie o podbijanie piłki siatkowej. - Bo może o coś całkiem, ale to całkiem innego? W niedzielne popołudnie w Turku emocje sięgnęły zenitu. Policjanci sobie grali. Tzn. jedni przegrywali, inni wygrywali, a jak grali, to może i nagrywali, albo też nagrywanie utrudniali. Jeszcze inni coś tam pichcili, a smakowite zapachy unosiły się

nad OSiR-em. Nie wiadomo z jakich powodów, to jednak byli i tacy, którym nie w smak była plażowa siatkówka czy kulinarne rarytasy. Ci przedłożyli spotkanie z posłem Hofmanem zaplanowane w pobliskim Domu Kultury. Ku naszej niekłamanej radości w tym gronie dostrzegliśmy burmistrza Zdzisława Czaplę. I słusznie, wszak dzisiaj nawet na prowincji lepiej nie być kojarzonym z przyjaciółmi pewnego restauratora. A i służby, jak Brysia lepiej omijać z daleka. Przynajmniej niektóre. Wszak nie jest dziełem przypadku kariera pewnej przyśpiewki ludowej – ABWehra czuwa, ABWehra może, ABWehra Tuskowi odejść pomoże. Czy jakoś tak. W każdym bądź razie nasz burmistrz zapewne wyszedł ze słusznego założenia, że strzeżonego niech PiS strzeże. Na spotkanie z Hofmanem namawiano również radnego MMM. Ale nie przyszedł. Pewnie za bardziej interesującą uznał równoległą transmisję z meczu Holandia-Meksyk. Wiadomo, kibic. Burmistrz Czapla nie jest aż takim fanem futbolu. Poza tym, włodarz naszego miasteczka nie przypadkiem uchodzi za przyjaciela wszystkich partii i polityków. Powiedzmy, że za wyjątkiem Antosika. No, ale to młokos i huncwot. W dodatku całkiem „nieskonsultowany”. Chociaż prawdę powiedziawszy, to nie wszystkie tezy Hofmana panu burmistrzowi mogły przypaść do gustu. Poczynając choćby od zapowiedzi likwidacji gimnazjów po dojściu PiS do władzy. Co zresztą wydaję się raczej zwykłym wciskaniem kitu, a nie poważną tezą programową. Generalnie, to niedzielne wywody posła Hofmana nie grzeszyły zbytnią dyscypliną logiczną. No cóż, widać, że nasze uczelnie całkiem odpuściły sobie kurs logiki. Bo rozważania na temat ewentualnej powyborczej koalicji PiS z korwinistami zasługują na miano kwadratury koła. Oczywiście w sensie ideowo-politycznym. Ale nie takie szpagaty ideowe robiono już dla władzy. Chociaż przy Korwinie, to taki Tusk jest istnym bolszewikiem. Za to pewna teza Hofmana niejednemu włodarzowi musiała się spodobać. Chociaż może nie do końca. A było to tak. Na pytanie jednego z uczestników niedzielnego meetingu o program PiS w sprawie ograniczenia do dwóch kadencji dla wójtów, burmistrzów i prezydentów miast parlamentarzysta zapewnił, że zaraz po dojściu do władzy jego formacja taką limitację niezwłocznie uczyni prawem. Zaraz jednak dodał, że zacznie ono obowiązywać dopiero od kadencji 2018r. Co licznych tzw. samorządowców mogłoby pozornie wprowadzić w stan błogiego spokoju. Czy aby jednak nie jest to spokój pozorny? Gdyż po raz kolejny kłania się ta nieszczęsna logika. Za dobrą monetę przyjmując bowiem zapewnienia posła Hofmana o całkowitym poparciu PiS dla idei ograniczenia kadencji w tzw. samorządach, to przecież każdy ideowy wyborca tej formacji nie musi aż do roku 2018 czekać na wejście w życie tej zasady, lecz już w listopadzie poprzeć ten programowy punkt swojego ugrupowania oddając swój głos na nowego włodarza. Ale to tylko marne ćwiczenie z logiki. A polityka najczęściej kieruje się jakby nieco odmiennymi regułami. Bywa, że jest to coś na kształt wolnej amerykanki, gdzie, jak wiadomo, wszelkie chwyty są dozwolone. I obawiam się, że ku tej właśnie refleksji skłaniają się politycy wszelkich maści partyjnych i zapatrywań ideowych. Daleko bardziej nurtuje mnie nieco inna kwestia. A mianowicie, co po weekendowej wizycie w Turku mógłby pomyśleć nasz Boy? Czy po tym co mógłby u nas zobaczyć i usłyszeć nadal trwałby w przekonaniu, że niektóre bakterie da się zabić światłem. Albo nawet Oświeceniem? Ale czy w Turku Roku Pańskiego 2014 żyjemy już/jeszcze w epoce Świateł? Andrzej Jarek

 

Komentarze

Brak komentarzy...

Dodaj komentarz

Podpis
Tresć
Przepisz kod z obrazka
CAPTCHA Image

UWAGA!
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu.

Redakcja "Echa Turku" nie odpowiada za treści zamieszczanych przez czytelników komentarzy, zastrzegając sobie jednocześnie prawo do ich moderowania oraz kasowania w przypadkach ewidentnego naruszania prawa.

 

Ogłoszenia

 

W numerze

 

OSTATNIE GALERIE

Z Sacałów do Normandii
Aktualności powiązane z galerią
» Z Sacałów do Normandii
zobacz galerię »
 
Kwiatków
foto
Aktualności powiązane z galerią
» Kwiatków Znika
zobacz galerię »
 
Zobacz wszystkie: Galerie »

 

 

Repertuar kin

Najbliższe imprezy

Polecane imprezy


Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Więcej o plikach cookies »