24 Kwiecień 2017 imieniny: Bony, Horacji, Jerzego
 

Szukaj

Akualnosci
Ogloszenia

 

 
 
Byłeś świadkiem jakiegoś wydarzenia,
coś Cię zbulwersowało - napisz, prześlij zdjęcie, zadzwoń
echo@turek.net.pl
tel. 63 278 53 41
lub skorzystaj z naszego formularza kontaktowego
Zgłoś wydarzenie »
 

Sondy

Czy jesteś za wprowadzeniem maksymalnie dwóch kadencji dla samorządowych władz i dla radnych ? (1132 opinii)
TAK
76% 
NIE
20% 
Nie mam zdania
4% 
 
pokaż wszystkie »

 

 

REKLAMA


 

Dlaczego przegrywamy ten wyścig

Dodano dnia: 10-12-2013 10:16| Komentarzy: 0

Gołym okiem widać, że na dobre rozpoczęły się dwa wyścigi. W pierwszym przypadku chodzi o przedbiegi związane z wyborami samorządowymi przewidzianymi na listopad przyszłego roku. Druga sprawa, pewnie i ważniejsza, to zajmowanie pozycji w toczącej się już batalii o kształt najważniejszego bodaj dla Wielkopolski dokumentu w kolejnej unijnej perspektywie finansowania. Mówiąc bez ogródek, chodzi w tym przypadku o podział unijnych miliardów jakie przypadną dla naszego województwa w ramach Wielkopolskiego Programu Operacyjnego. Konkretnie zaś w tej puli dla naszego województwa przewidziano 2 mld 196 mln euro. W tym miejscu dodajmy od razu, że już na samym starcie tzw. Wschodnia Ściana Wielkopolski, w tym powiat turecki, z kretesem przegrywa rywalizację o dostęp do unijnego tortu z WRPO. Na łamach lokalnych mediów zrobiło się aż gęsto od biadolenia nad tym rozlanym mlekiem. Lamenty suto okraszone próbami wskazania winnych tego stanu rzeczy. Patrz wypowiedzi Młynarczyka, Marczewskiego, czy Eugeniusza Maciejewskiego. Tyle że ta przysłowiowa zgonka na Jonka skupia się na personaliach, a nie próbuje się dotknąć istoty problemu.

Otóż władze województwa wielkopolskiego zdecydowały, że w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego będą realizowane (czytaj: wspierane środkami unijnymi) dwie Zintegrowane Inwestycje Terytorialne. Czyli dla Poznania z otaczającymi go gminami oraz dla regionu Kalisza z Ostrowem Wlkp. Z tego wynika, że o Koninie, a o Turku nie wspominając, ani widno, ani słychno.
Słowem, przy podziale euro w ramach WRPO powiaty byłego województwa konińskiego mogą obejść się smakiem. Tyle że lokalni politycy wytykający sobie wzajemnie winy za ten stan rzeczy zdają się nie zauważać, że objęcie danego obszaru ZIT-em obwarowane było i jest pewnymi konkretnymi wymogami. Warunkiem pierwszym jest wypracowanie wspólnej strategii rozwoju przez współpracujące ze sobą samorządy. Kolejnym zaś wymogiem jest wybranie do realizacji projektów przyczyniających się do integracji danego terytorium. Jest i trzeci warunek, natury formalnej – obszar ZIT-u musi liczyć minimum 360 tys. mieszkańców. Ale pomijając nawet ten ostatni wymóg, to i tak wiadomo, że politycy z powiatów byłego województwa konińskiego nie spełnili wspomnianych już dwóch warunków merytorycznych. Bo trudno za pomysł strategiczny uznać samo tylko biadolenie nad skutkami zwijania się w naszym regionie przemysłu paliwowo-energetycznego. A do tej diagnozy, póki co, ograniczają się wywody konińsko-turkowskich samorządowców. Bo jakoś nie słychać żeby choć rozpoczęte zostały prace nad wspólną strategią.
Ale przyczyn tej klapy nie upatrywałbym w personaliach. Powiedzmy więcej, obwinianie lokalnych polityków za grzech zaniechanie niosłoby nawet pewną nutkę optymizmu. Bo do zaradzeniu temu problemowi wystarczałaby ich (znaczy się polityków lokalnych) wymiana. Ale nie ma tak dobrze. Sprawa kształtu WRPO ujawnia bowiem problem znacznie poważniejszej natury. A mianowicie, niewydolność struktur samorządowych. Może nawet należałoby postawić bardziej brutalną tezę – patologię tych struktur. Mającą zresztą wiele przyczyn. Na początek weźmy wielkość samorządowych gmin. W powiecie tureckim pięć gmin na dziewięć liczy od 4 do 6,5 tysiąca mieszkańców, a roczne dochody tej piątki oscylują od kilkunastu do dwudziestu kilku milionów złotych. Kolejna trójka (Gmina Turek, Tuliszków i Władysławów) zaludniona jest wprawdzie liczniej, bo od 8,5 do 10 tys. mieszkańców, ale tam budżety liczone na głowę wypadają często jeszcze skromniej niż w poprzedniej piątce „maluchów”. Już z tego widać, że gminy naszego powiatu są organizmami słabymi zarówno kadrowo, jak i finansowo. Jednostki te nie dość, że nie dysponują niezbędnym kapitałem ludzkim i finansowym, to na skutek złych rozwiązań prawno-ustrojowych coraz bardziej nabierają kształtu udzielnych księstewek, czy raczej średniowiecznych baronii. I jako takie zamykają się w sobie, a ich elity nie dostrzegają szerszej wspólnoty losu i interesów. Za dowód na zjawisko przekształcania się naszych gmin w suwerenne baronie może posłużyć przypadek PKS-u. Włącznie z najnowszym konceptem malanowskiego wójta. Cała ta historia dowodzi, że tzw. samorządowi włodarze chcą widzieć niewiele więcej niż czubek własnego nosa. Jeśli więc nie potrafili rozwiązać, tak względnie prostej sprawy, jak zbiorowa komunikacja publiczna, to co tu wymagać, żeby zaczęli nagle tryskać pomysłami na wspólne rozwiązania strategiczne wykraczające daleko poza gminne podwórko.
Co gorsza, ustawodawca nie zniwelował rzeczonej niewydolności małych gmin. Bo za taką próbę nie można uznać stworzenia instytucji powiatu. W tym przypadku mamy sytuację jakby jakiś szalony malarz wylewając kubeł na obraz przekonywał, że właśnie stworzył wybitne dzieło sztuki. Inaczej mówiąc, powiat ma się nijak do samorządowych gmin. Dlatego w obecnym kształcie żaden rozsądny polityk lokalny niczego po powiecie nie może oczekiwać. Naturalnie, poza etatami dla bliskich i znajomych królika, które uda się załatwić pod stołem zaprzyjaźnionego zarządu powiatu.
Widząc jak kalekim tworem jest samorząd powiatowy miejscowi politycy sięgnęli po coś w rodzaju jego atrapy powołując Związek Miast i Gmin Powiatu Tureckiego. Problem w tym, że będąc pozbawiony jakichkolwiek realnych instrumentów wykonawczych, ów Związek istotnie jest zwykłą atrapą. Tym samym stworzono miejsce do fasadowej gadaniny bez żadnych zobowiązań.
Jedyną strukturą samorządową o jako takim potencjale jawi się miasto Turek. Bo mimo, że fiskalnie wypłukiwane przez otaczającą go rakowatą gminę wiejską, to z budżetem na poziomie niemal 80 mln zł i z 28 tysiącami mieszkańców miasto jest wręcz predestynowane do samorządowo-politycznego przywództwa w regionie. Ponadto społeczna pozycja burmistrza Czapli pozwalała upatrywać w nim niezłego kandydata do roli kogoś w rodzaju primus inter pares. Niestety, praktyka po raz kolejny dowiodła, że sprawowanie władzy zużywa. Przypadek ten jakby utwierdzał w przekonaniu, że ograniczenie kadencyjności jest ze wszech miar zasadne.
Podsumowując te nieco chaotyczne i może przydługie wywody wypada stwierdzić, że w powiecie tureckim na dzisiaj nie ma niekwestionowanego ośrodka władzy, który mógłby pełnić zarazem rolę lidera, a jednocześnie stworzyć płaszczyznę umożliwiającą konstruktywną pracę nad strategicznymi rozwiązaniami dla całego regionu. A gdy dodamy do tego tezę o patologicznym systemie partyjnym, to uzyskujemy bardzo smutny obraz lokalnej rzeczywistości publicznej. To zaś nie może dobrze wróżyć na przyszłość. Ale przynajmniej była to próba poważniejszej odpowiedzi na pytanie - dlaczego w wyścigu o unijne pieniądze powiat turecki został w blokach startowych. Andrzej Jarek

 

Komentarze

Brak komentarzy...

Dodaj komentarz

Podpis
Tresć
Przepisz kod z obrazka
CAPTCHA Image

UWAGA!
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu.

Redakcja "Echa Turku" nie odpowiada za treści zamieszczanych przez czytelników komentarzy, zastrzegając sobie jednocześnie prawo do ich moderowania oraz kasowania w przypadkach ewidentnego naruszania prawa.

 

Ogłoszenia

 

W numerze

 

OSTATNIE GALERIE

Z Sacałów do Normandii
Aktualności powiązane z galerią
» Z Sacałów do Normandii
zobacz galerię »
 
Kwiatków
foto
Aktualności powiązane z galerią
» Kwiatków Znika
zobacz galerię »
 
Zobacz wszystkie: Galerie »

 

 

Repertuar kin

Najbliższe imprezy

Polecane imprezy


Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Więcej o plikach cookies »