14 Grudzień 2017 imieniny: Alfreda, Izydora, Zoriny
 

Szukaj

Akualnosci
Ogloszenia

 

 
 
Byłeś świadkiem jakiegoś wydarzenia,
coś Cię zbulwersowało - napisz, prześlij zdjęcie, zadzwoń
echo@turek.net.pl
tel. 63 278 53 41
lub skorzystaj z naszego formularza kontaktowego
Zgłoś wydarzenie »
 

Felietony

Za mundurem powiat sznurem?
Dodano 08-08-2017 |
Komentarzy: 1240

Okazuje się, że powiatowi decydenci maja szansę poćwiczyć swoją wyobraźni...

czytaj więcej »
 
Czy z rynku pracy usłyszymy jedynie echo
Dodano 01-08-2017 |
Komentarzy: 1382

Jestem przekonany, że nie jestem jedynym, ...

czytaj więcej »
 

 

Zobacz wszystkie: Felietony »

 

 

Sondy

Czy jesteś za wprowadzeniem maksymalnie dwóch kadencji dla samorządowych władz i dla radnych ? (1197 opinii)
TAK
77% 
NIE
20% 
Nie mam zdania
4% 
 
pokaż wszystkie »

 

 

REKLAMA


 

Prezes Rychlik w roli AntyDiogenesa

Dodano dnia: 19-04-2011 12:59| Komentarzy: 3

Leszek Balcerowicz gościem PROFIm

-Przesuń się, zasłaniasz mi słońce - miał odrzec Diogenes z Synopy Aleksandrowi Wielkiemu, gdy ten odwiedzając filozofa zapytał, co mógłby dla niego zrobić. Prezes PROFIm Ryszard Rychlik zapraszając do Turku Leszka Balcerowicza, hołduje zapewne całkowicie odmiennej postawie niż kontrowersyjny filozof szkoły cyników. Bo zachowując wszelkie proporcje, turkowski AntyDiogenes uznał, że zarówno on osobiście, jak jego firma mogą ogrzać się w blasku sławy tak znaczącej, choć dla wielu kontrowersyjnej, postaci jaką bezsprzecznie jest autor polskiej transformacji.

Dlaczego Balcerowicz musi... być w PROFIm

Czwartkowe (14 kwietnia) wydarzenie nazwane niezbyt adekwatnie jako „Otwarte dni dla przedsiębiorców”, wbrew pozorom miało nie jednego, ale raczej dwóch głównych aktorów. Bo owszem, wizytę w naszym mieście tak znanej i mimo wszystko nadal wpływowej postaci, jak prof. Leszek Balcerowicz trudno uznać za zjawisko powszechne dla mieszkańców Turku. To rzecz oczywista. Wizyta ta jednak nie była dziełem przypadku czy jakiegoś zbiegu okoliczności. Otóż nie i jeszcze raz nie! Tak się bowiem złożyło, że za zaproszeniem Leszka Balcerowicza stało marzenie jednego człowieka. Należy jednak przy tym zauważyć, że nie był to pomysł jakiegoś rozkapryszonego osobnika. Ale człowieka stojącego na czele znaczącego nie tylko na poziomie powiatu podmiotu gospodarczego. I w tym momencie dochodzimy właśnie do drugiego bohatera czwartkowego wydarzenia. Czyli do PROFIm. Przedsiębiorstwa, którego jak raz okrągły jubileusz dwudziestolecia przypada 19 kwietnia. Z tej okazji kierownictwo firmy zaprosiło miejscowych przedsiębiorców zrzeszonych w Tureckiej Izbie Gospodarczej oraz władze lokalne do zwiedzenia zakładu i choć pobieżnego zajrzenia za jego imponujące dziś kulisy.

Przemysł prze duże „P”

Nie bez kozery stosowne jest użycie określenia imponujące. Bo ktoś kto choć otarł się o praktykę funkcjonowania gospodarki nie mógł oprzeć się wrażeniu, że PROFIm dzisiaj to przemysł i to przez duże „P”. Przechodząc przez kolejne wydziały przedsiębiorstwa (metalowego, chromowania, pianek wylewanych czy montażu) musiał zauważyć nie tylko najnowocześniejsze w skali Europy środki produkcji. Bo również, choć w sposób mniej rzucający się w oczy, imponować musiała wszechobecna, a przy tym dyskretna organizacja produkcji. Ale czy organizacja produkcji może choć w minimalnym stopniu szwankować w firmie produkującej 70 tysięcy sztuk mebli miesięcznie? Zwłaszcza, że do wytworzenia asortymentu liczącego ponad 45 tysięcy indeksów używa się 50 tysięcy komponentów. Przy tych wielkościach jakiekolwiek, nawet minimalne niedociągnięcia organizacyjne, znakomicie utrudniałyby proces produkcyjny, w wyniku którego codziennie w zakładzie powstaje kilka tysięcy sztuk mebli biurowych. Ale dzisiejsze PROFIm, to nie tylko wspomniane wyżej wydziały produkcyjne. Bo gruby błąd w ocenie popełnia każdy, komu firma ta kojarzy się ze stosownym do krajów Trzeciego Świata byle zakładem montażowym opartym nade wszystko na dużych zasobach prostej i taniej siły roboczej.

Co tam się teraz wyrabia

Aby taki pogląd zweryfikować wystarczy odwiedzić zakładowe laboratorium oraz uwzględnić fakt, że wdrożenie flagowego produktu firmy jakim jest „mPosition” trwało niemal trzy lata i kosztowało 2 miliony złotych. To nie tylko cena drogi „od pomysłu do seryjnej produkcji”. Oznacza to również, że ten jak i zresztą większość produktów firmy zawiera w sobie znaczące ilości myśli inżynierskiej i designerskiej kreatywności. Bo przy braku tego wkładu nie sposób byłoby dopracować kompaktowego fotela składającego się ze 151 komponentów. Tak skomplikowany produkt można by od biedy złożyć w jakimś azjatyckim kraju. Ale już sama jego koncepcja i jej dopracowanie najczęściej przerasta tamte społeczności. Niech Czytelnicy tych momentami przydługich, a dla niektórych może i nużących rozważań, nie traktują jako zbędnej retoryki. Bowiem mając przed oczami stan dzisiejszy przedsiębiorstwa możemy ogarnąć dystans jaki przemierzyło ono w ciągu minionych dwudziestu lat. Przypomnijmy tylko.
Lata świetlne od Dzierżąznej, czyli tydzień czekania na rozmowę telefoniczną
Równo dwie dekady temu PROFIm mieściło się w zaadaptowanym na magazyny budynku w Dzierżąznej, gdzie składowano dość tandetne meble, których importem z dalekiego Tajwanu trudniła się u zarania swojego istnienia ta firma. Ryszard Rychlik jako zabawną anegdotkę opowiada dzisiaj, jak to pani telefonistka z międzymiastowej zapytała go pewnego dnia czy nadal czeka na rozmowę z Tajwanem, którą zamówił tydzień wcześniej. Co tu zresztą mówić o azjatyckiej wyspie, jeśli w Dzierżąznej, tak jak zresztą i w Turku, na połączenie telefoniczne z takim Poznaniem czas oczekiwania nierzadko wynosił wówczas kilka godzin. I choć odległość między Dzierżązną, a obecnym adresem PROFIm, czyli Górniczą 8, wynosi raptem marnych kilka kilometrów, to należałoby powiedzieć, że dystans jaki ta firma przebyła w ciągu ostatnich lat trzeba by raczej mierzyć w latach świetlnych.

Paliwo banalne, ale dość rzadko spotykane

Za to paliwo dające napęd nie ma w sobie nic oryginalnego. Ot, pomysł, pieniądze z istotnym dodatkiem żelaznej konsekwencji. Po pierwsze - pomysł będący wnioskiem z sytuacji, że praca biurowa oparta na komputeryzacji wymaga wygodnych, trwałych i funkcjonalnych mebli do siedzenia. Jak można się raczej trafnie domyślać za tym stylem rozumowania stoi osoba Ryszarda Rychlika. Po wtóre – wiadomo, że kapitału startowego dostarczyli dwaj wywodzący się z Turku udziałowcy spółki, czyli Andrzej Opłatek i Bogdan Kaczmarek. Później już „wystarczyło” z żelazną konsekwencją i nieodzowną dozą biznesowego szczęścia trzymać się raz obranego kursu. Co to konkretnie oznacza? Ano tyle, że tylko w ciągu ostatnich dwóch lat firma zainwestowała ponad 40 mln zł, w tym 24 mln w roku ubiegłym. Innymi, symbolicznymi, a milowymi kamieniami w dziejach firmy może być skala i dynamika wzrostu przychodów. O ile w 1999r. obroty przekroczyły 50 mln zł, to w sześć lat później, w 2005, podwoiły się osiągając symboliczną kwotę 100 milionów. Na kolejne podwojenie potrzeba było pięć lat i za rok 2010 przychody PROFIm wyniosły 214 mln zł. Znacząca rola firmy uwidacznia się w innych jeszcze wskaźnikach. Jak choćby siedem milionów złotych podatków bezpośrednich jakie rocznie płaci PROFIm. Z tego tylko do turkowskiego budżetu trafiło ponad 2 mln zł. Nie należy też zapominać o zadaniach zlecanych miejscowym podwykonawcom i kooperantom, bo ich roczna wartość przekracza 11 mln zł netto. Oznacza to, że firma zatrudnia nie tylko ponad 1100 swoich bezpośrednich pracowników, ale wspiera również kolejne dziesiątki miejsc pracy w kilkunastu miejscowych przedsiębiorstwach z nią kooperujących.

Wymarzony prezent prezesa Rychlika 

Podsumowując powyższe, trudno przecenić rolę i miejsce tego dwudziestoletniego już przedsiębiorstwa dla gospodarki w regionie i lokalnego rynku pracy. Tym samym, Ryszard Rychlik, bodaj główny przewodnik firmy po przebytej przez nią drodze od Dzierżąznej do pozycji europejskiego potentata w branży mebli biurowych mógłby niczym Diogenes do Aleksandra Wielkiego, zwracać się do mniej czy bardziej znaczących postaci życia publicznego, o to by nie zasłaniali mu słońca i nie rzucali tym samym cienia. Wolał jednak zaprosić Leszka Balcerowicza, tyleż kontrowersyjną, co kluczową postać najnowszej historii Polski. Tym samym, jak przyznał witając swojego czwartkowego gościa, ziścił swoje skryte marzenie. -Chciałem zrobić sobie prezent w postaci zaproszenia człowieka, który kojarzy się z transformacją, a mówiąc wprost z „Planem Balcerowicza” - zdradził osobisty powód zaproszenia gościa do Turku. W tym miejscu wracamy do drugiego bohatera minionego czwartku.

Przestrogi prof. Balcerowicza

W swoim wykładzie prof. Balcerowicz niejako z lotu ptaka spojrzał na polską gospodarkę w minionym dwudziestoleciu, mówiąc przy okazji o stojących przed nią w przyszłości wyzwaniach. Mówca wielokrotnie podkreślał, że polskiej gospodarce udało się w minionym dwudziestoleciu uniknąć poważnych wypadków ekonomicznych, które jego zdaniem, najczęściej powodowane są złą polityka gospodarczą rządzących. Dlatego, zdaniem Balcerowicza, polska gospodarka mogła w minionych dwóch dekadach rozwijać się w tempie średnio 4 proc. rocznie. Za główne zagrożenie dla naszej gospodarki uważa on nadmierne wzrost wydatków budżetowych. Panaceum na tę przypadłość ma być, oprócz zmiany otoczenia prawno-legislacyjnego, uelastycznienie rynku pracy, podwyższenie wieku emerytalnego i cięcie wydatków socjalnych. -Mamy dużo wyższe wydatki na ten cel niż kraje Europy, które w latach 60-tych był na podobnym do naszego aktualnie poziomie rozwoju – podkreślał prof. Balcerowicz. Jego zdaniem, zbyt wysokie wydatki socjalne demoralizują, gdyż zniechęcają do pracy. Inną znaczącą barierą wzrostu jest zbyt niski, bo tylko 20 proc. poziom inwestycji. Z kolei zwiększenie tej wielkości wymagałoby wzrostu stopy oszczędności. Bez tego, wedle prof. Balcerowicza, Polska nie osiągnie pięcioprocentowego poziomu wzrostu gospodarczego.
Marzycielstwo pewnego liberała
O ile z wieloma jego diagnozami ekonomicznymi można i wypada się zgodzić, to już autorskie recepty natury ogólniejszej ocierają się o marzycielskie pięknoduchostwo, poważnie oderwane od rzeczywistości. Choćby to, że prof. Balcerowicz upatruje poprawy jakości państwa w większej aktywności obywateli. Teza ta oparta na micie społeczeństwa obywatelskiego na poziomie ogólnika brzmi nawet zgrabnie i miło. Tyle że ma się nijak do praktycznych rozwiązań natury instytucjonalnej. Czyli do praktyki życia społecznego i publicznego. Bo niby jak ta wzmożona aktywność obywatelska ma się przejawiać i jakie formy przybierać? Oczywiście, można zrozumieć, że nasz czwartkowy gość nie występuje już dzisiaj w roli aktywnego polityka, co jednak przy ambicjach publicznych nie zwalnia go z bardziej poważnego i głębszego myślenia. W czwartkowym wykładzie profesora Balcerowicza chyba nie tylko niżej podpisanemu zabrakło głębszej refleksji socjologicznej, a i pewnie politologicznej. A jak wiadomo, ograniczenie się jedynie do refleksji ekonomicznej, hołdującej w dodatku i przede wszystkim neoliberalnej logice nieraz przynosiło opłakane skutki. Nie mówiąc już, że politycznie bywało katastrofalne. Jak choćby dla Unii Wolności zmumifikowanej besserwiserstwem jej liderów. I jeszcze jedno.

Leczenie pudrem gangreny, czyli Balcerowicz bój się Boga

Niezbyt zrozumiała wydaje się wygłoszona w czwartek bezpardonowa krytyka obecnej ekipy rządowej za zamiar podwyższenia nauczycielskich płac o bodaj 7 proc. Nawet, gdy stoi za nią uzasadniona skądinąd troska o stan finansów publicznych. Wszak przy ponad 4 proc. inflacji ten poziom podwyżki to jedynie zabieg przypominający leczenie pudrem gangreny pt. pauperyzacja tej akurat grupy zawodowej. Grupy, od której w decydującej mierze zależy czy wybijemy się na zbudowanie społeczeństwa opartego na wiedzy. Ciekawe byłoby jak też pan Balcerowicz wyobraża sobie doprowadzenie do sytuacji w takiej np. Finlandii. Czyli do stanu, że to najlepsi absolwenci szkół średnich ubiegają się o indeksy na wydziałach nauczycielskich? Bo należy powątpiewać by za ich motywacją stały liche płace. Ponadto tego typu uwagi powinien darować sobie ktoś, kto jednak jakoś tam jest współodpowiedzialny za wydatki na powiatową hydrę czy za przepompowanie pieniędzy z systemu publicznej służby zdrowia do instytucji lekarza rodzinnego. No ale to tylko rozważania prowincjonalnego pismaka.

Gdy Diogenesowi mówi się - Nie!

Generalnie, zapraszając do Turku prof. Balcerowicza prezes Rychlik za jednym zamachem osiągnął trzy cele. Po pierwsze - spełnił swoje żywione w głębi serca marzenie. Dwa – dowiódł, że obca mu jest wyniosła postawa przywoływanego już Diogenesa. I wreszcie po trzecie – umożliwił jakże licznym krajanom bezpośrednie zmierzenie się z kontrowersyjną, ale żywą legendą najnowszej historii Polski. A to kolejna, i wcale nie taka mała korzyść jaką nasza społeczność ma z faktu istniejącego już od 20 lat PROFIm.

Andrzej Jarek

 

20-lecie PROFIm

 

Aktualności powiązane z galerią
» Prezes Rychlik w roli AntyDiogenesa
 

Komentarze

Autor: Picikowska| Dodano: 01-07-2013 18:36
Żyd zaprosił Żyda
 
Autor: robol| Dodano: 19-04-2011 14:33
to nie wielka wizyta odwiedziny narobol zaproszenie pana rychlika
Autor: Ron| Dodano: 27-04-2011 14:52
kolejny analfabeta, po jakiemu ty piszesz
 
«poprzednia 1 następna»

Dodaj komentarz

Podpis
Tresć
Przepisz kod z obrazka
CAPTCHA Image

UWAGA!
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu.

Redakcja "Echa Turku" nie odpowiada za treści zamieszczanych przez czytelników komentarzy, zastrzegając sobie jednocześnie prawo do ich moderowania oraz kasowania w przypadkach ewidentnego naruszania prawa.

 

OSTATNIE GALERIE

Z Sacałów do Normandii
Aktualności powiązane z galerią
» Z Sacałów do Normandii
zobacz galerię »
 
Kwiatków
foto
Aktualności powiązane z galerią
» Kwiatków Znika
zobacz galerię »
 
Zobacz wszystkie: Galerie »

 

 

Repertuar kin

Najbliższe imprezy

Polecane imprezy


Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Więcej o plikach cookies »